Recenzja Duke Nukem Forever

Wysłane przez zdrapek w czw., 07/14/2011 - 17:34

Jestem świadkiem historycznej chwili – powiedziałem sam do siebie trzymając w dłoni zafoliowany egzemplarz Duke Nukem Forever. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej należałem do grona sceptyków twierdzących, że DNF nigdy nie ujrzy światła dziennego.

Pamięcią sięgnąłem do tych wspaniałych chwil, kiedy z uśmiechem na twarzy ratowałem świat przed inwazją koto-świń wsłuchując się w kozackie teksty rzucane przez Księcia. Długo się zbierałem do odpalenia gry wiedząc, że gra może się okazać zwykłym crapem żerującym na legendarnej postaci. Podobne uczucie miałem odpalając Half Life 2, spodziewałem się czegoś co przebije oryginał ... nadal czekam.

Gra rozpoczyna się mocnym uderzeniem, wizytą w kiblu. Możemy się wysikać, pobawić suszarką do rąk, odkręcić krany, wylać mydło z dozownika i rzucać kupą znalezioną w jednym z sedesów wysłuchując jednocześnie zabawnych komentarzy Duke'a. Interakcja z otoczeniem jest naprawdę rozbudowana, podczas gry można pakować na siłowni, grać na automatach czy rzucać piłką do kosza. Dalej mamy znaną wszystkim scenę z rysowaniem po tablicy oraz pierwszego bossa, którego gałka oczna świetnie zastępuje piłkę futbolową.

Chwilę później okazuje się, że to tylko gra w którą grał sam Książę a jego dwie przyjaciółki w tym samym czasie … sznurowały jego buty. Nasz bohater po pokonaniu poprzedniej inwazji kosmitów stał się sławny i obrzydliwie bogaty, jego dom to wizualizacja męskiego raju: gigantyczny telewizor, lodówki pełne browarów, flippery, basen, kominek i tabuny kobiet marzących jedynie o sznurowaniu książęcych butów. Niestety błogą sielankę przerywają kosmici, którzy z powodu braku swoich własnych dziewczyn postanowili zabrać nasze. Duke Nukem nie może darować takiej zniewagi i jak sam twierdzi, przyszedł czas na kopanie tyłków i żucie gumy … a guma właśnie się skończyła.

Pokonując kolejne lokacje i eliminując hordy znanych i mniej znanych przeciwników nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Gearbox Software dostał w spadku po 3D Realms gotową grę. Nie mam tutaj na myśli jedynie grafiki, która prezentuje poziom zbliżony do drugiej części Half-Life z 2004 roku lecz ogólne wrażenie z rozgrywki. Gameplay jest przykładem starej szkoły tworzenia FPS'ów co może się spodobać jedynie graczom, którzy za młodu naginali w Wolfensteina. Przeciwnicy nie krwawią i nigdy nie wiadomo ile jeszcze kulek musimy w niego wpakować, broń wykonana jest z papieru podobnie jak postać Księcia a jeżeli zbytnio zbliżymy się do jakiegoś obiektu, będziemy mogli policzyć piksele z jakich został zbudowany. Jednak zapomnijmy na chwilę o archaicznej grafice i przejdźmy do najważniejszego aspektu gry, czyli rozgrywki.

Gra polega na strzelaniu do kosmitów, czyli strzelanie powinno sprawiać największą frajdę. Niestety już po chwili okazuje się, że strzelanie jest nudne jak flaki z olejem. Znajdywane przez naszego bohatera giwery niczym się nie różnią, nie ważne czy strzelamy z pistoletu, karabinu maszynowego czy z shotguna – liczy się tylko ilość strzałów potrzebnych do powalenia przeciwnika, efekty obrażeń są takie same. Jedynym urozmaiceniem jest znany wszystkim zmniejszacz, zamrażacz oraz możliwość dokonania egzekucji na oszołomionym kosmicie, dostępne są aż dwie animacje: z piąchy oraz z buta. Wykonanie egzekucji pozwala natychmiastowo naładować pasek EGO, który spełnia w grze funkcję osłon absorbujących obrażenia i dlatego jesteśmy zmuszani oglądać scenkę egzekucji dość często. Ogólnie gra nie jest skomplikowana, należy iść przed siebie i strzelać, czasami trzeba poskakać lub kucnąć aby wejść do szybu wentylacyjnego. Zagadki jakie Gearbox Software przygotowało dla graczy są tak idiotyczne, że utknięcie w grze raczej nikomu nie grozi. Twórcy bardzo nisko oceniają umiejętność myślenia przeciętnego gracza i dlatego podświetlają ważne przedmioty aby przypadkiem ktoś nie wysilił zbytnio swoich szarych komórek. Poziom trudności potrafi być natomiast zaskakująco wysoki, często zdarzyło mi się kilkukrotnie obserwować ekran ładowania. Trudność gry nie jest jednak efektem zamierzonego działania twórców lecz nieprzewidywalnością poczynań gracza. Jeżeli gracz zatrzyma się w złym miejscu podczas uruchamiania skryptu, często nie ma szans na przeżycie pod zmasowanym atakiem kilku wrogów jednocześnie i niektóre etapy trzeba przechodzić metodą prób i błędów. Podobnie wygląda walka z bossami, nie trzeba szukać sposobu na ich pokonanie, lecz odpowiedniego miejsca w którym musimy się znaleźć podczas rozpoczęcia walki. Bossowie są podatni jedynie na eksplozje, dlatego walka z większymi przeciwnikami ogranicza się do strzelania z rakietnicy i rzucania granatów. Amunicja bardzo szybko się kończy, co zmusza gracza do częstego jej uzupełniania w zasobnikach, które na szczęście zawsze leżą w pobliżu. Kosmici w swojej przebiegłości zostawiają pułapki zmniejszające naszego bohatera co umożliwia przedostanie się do trudno dostępnych miejsc oraz podróżowania samochodem RC.

Poziomy z wykorzystaniem mini-Duke'a są irytujące i sprawiają wrażenie wciśniętych na siłę. Ciekawostką jest fakt, że skurczeniu ulega nie tylko nasz bohater ale również broń dzięki której możemy  unicestwiać szczury.

Dostępny w grze tryb multiplayer jest pomyłką a możliwość dekorowania własnej chaty oraz zmiana wyglądu Księcia nie wnosi do tematu nic nowego. Jeżeli tęsknicie za staro-szkolnym graniem w Sieci to lepiej odpalić na PC darmowego Q3 Arena lub Duke Nukem 3D. Mamy zatem cztery tryby zabawy: Deathmatch, Team-Deathmatch, Capture the Babe (czyli klasyczny CTF z laskami zamiast flagi) oraz King of the Hill. Mapy to nieco przerobione plansze z trybu single z jednym wyjątkiem - Hollywood Holocaust z Duke Nukem 3D.

Wystarczy zajrzeć na metacritics.com żeby zobaczyć ogromny rozstrzał w ocenie Duke Nukem Forever, niektórzy recenzenci zaliczają grę do dobrych produkcji przyznając notę 8/10, inni mieszają grę z błotem klasyfikując ją jako zwykłą kaszanę zrobioną dla zarobienia łatwych pieniędzy. Prawda leży gdzieś pośrodku, autorzy chcieli zachować klimat znany z poprzedniej części gry i to im się po części udało. Niestety czas idzie naprzód i podobnie jak w każdej innej dziedzinie wszystko się zmienia. Jeżeli nie widziałbym Killzone, Call of Duty 4, Gears of War czy Bulletstorm to moja ocena produkcji Gearbox Software byłaby wyższa. Jednak grałem w te i dziesiątki innych gier, jakie pojawiły się na przestrzeni ostatnich 12 lat. Duke Nukem 3D był jednym z pierwszych FPS-ów w jakie grałem i mam koszulkę z logo gry, której prawie wcale nie noszę z obawy przed zniszczeniem. Mój własny egzemplarz Duke Nukem 3D stoi na półce obok Half-Life, Star Craft i FF VII. Grając w Duke Nukem Forever przypominałem sobie dzieciństwo i dlatego przeszedłem grę z przyjemnością. Wiem jednak, że nigdy już do niej nie wrócę, zobaczyłem i co miałem zobaczyć i teraz z czystym sumieniem opchnę grę na Allegro.


Czy warto było czekać 12 lat na Duke Nukem Forever ?
Otrzymaliśmy słabą, archaiczną produkcję, której nie ratują nawet odzywki głównego bohatera. Jest kilka momentów, które sprawiają frajdę oraz kilka klozetowych żartów, które mogą wywołać mimowolny uśmiech jednak ze smutkiem muszę stwierdzić, że nawet średni Bulletstorm jest znacznie lepszy pod każdym względem od DNF, jedyne czego Bulletstorm nie ma to charyzmatycznej postaci Duke'a. Jeżeli jesteś fanem Duke Nukem'a to 12 godzin spędzone przy grze nie będą dla Ciebie czasem straconym, wszystkim pozostałym odradzam.

+ Duke Nukem - kulejąca fizyka
+ shrinker (zmniejszacz) - długie i częste ekrany ładowania
  - papierowe bronie
  - schematyczność
  - 12 lat oczekiwania

OCENA: 3 / 10 (gra tylko dla fanów Duke Nukem'a)




Odpowiedz

Plain text

  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
Nie musisz się rejestrować aby skomentować artykuł !
CAPTCHA
Odpowiedz na pytanie (zabezpieczenie anty-botowe)
Wypełnij puste pole

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Recenzja Dark Souls

Dark Souls śmieje się w twarz wszystkim narzekającym, że gry są coraz łatwiejsze i przechodzą się same.

PlayBox - gdzie dwóch się bije ... tam trzeciemu się nie chce

Jakiś czas temu, podczas wizyty w pobliskim kiosku w moje ręce wpadł magazyn PlayBox (Maciek z Klanu miał taką konsolę).

Recenzja Duke Nukem Forever

Jestem świadkiem historycznej chwili – powiedziałem sam do siebie trzymając w dłoni zafoliowany egzemplarz Duke Nukem Forever. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej należałem do grona sceptyków twierdzących, że DNF nigdy nie ujrzy światła dziennego.

Recenzja Knights Contract

To był zwykły wieczór, niczym nie różnił się od innych wieczorów spędzonych z padem w łapie. Niestety w życiu każdego gracza przychodzi czas w którym granie w ulubioną grę zaczyna się nudzić i czas ten właśnie nadszedł … trzeba zmienić dyscyplinę. Wybór padł na Knights Contract, opis badzo zachęcający:

Recenzja Portal 2

Bywają takie gry na które nikt nie czeka a recenzenci odkładają przesyłkę z grą na półkę i zajmują się ważniejszymi tytułami - tak było w 2007 roku z grą Portal, która jednak szybko zaskarbiła sobie serca graczy i recenzentów. Prawdopodobnie Valve nie zdawało sobie sprawy, że zręcznościowo-logiczny FPP zyska taką popularność i stanie się grą kultową.