Recenzja Knights Contract

Wysłane przez zdrapek w czw., 07/14/2011 - 13:57

To był zwykły wieczór, niczym nie różnił się od innych wieczorów spędzonych z padem w łapie. Niestety w życiu każdego gracza przychodzi czas w którym granie w ulubioną grę zaczyna się nudzić i czas ten właśnie nadszedł … trzeba zmienić dyscyplinę. Wybór padł na Knights Contract, opis badzo zachęcający:

Knights Contract kreuje spowity mrokami średniowiecza świat szermierzy i czarnej magii

Zacznijmy od fabuły, główny bohater o imieniu Heinrich jest oprawcą zajmującym się uśmiercaniem czarownic na zlecenie alchemika Fausta. Kochał swoją pracę i w ciągu swojej kariery kata, pozbawił życia wiele czarownic i wyglądających na czarownice kobiet. Jedna z nich chcąc zaszkodzić Heinrichowi rzuca na niego klątwę … nieśmiertelności. Jak się domyślacie Heinrich bardzo się tym zmartwił, niestety po kilku latach wiedźmy wróciły do świata żywych z zamiarem zniszczenia rodzaju ludzkiego przez zamianę wszystkich w zombie. Na szczęście jedna z nich, nosząca równie imponujące imię Gretchen, postanowiła pokrzyżować siostrom plany i do tego celu chce wykorzystać Heinricha i jego nieśmiertelność którą właśnie ona go obdarzyła. W zamian nasz bohater dostanie nagrodę, którą jest zdjęcie tej dokuczliwej klątwy.

Knights Contract jest typowym slasherem i dlatego fabuła nie odgrywa tutaj znaczącej roli jednak opowieść jaką znajdziemy w produkcji Game Republic jest tak bezsensowna, że sam George Romero powinien się zainteresować stworzeniem filmu na podstawie tej gry.

Rozgrywka polega na mordowaniu wylewających się z zakamarków wrogów, którzy pragną skończyć swoją marną egzystencję na kosie Henryka. Na początku gry bohater z łatwością przebija się przez dość ubogie zastępy zombiaków, którzy padają jak muchy przed potęgą nieśmiertelnego. Później spotkamy również mniejszych i większych bossów, których trzeba okładać trochę dłużej jednak zazwyczaj wszystko sprowadza się monotonnego oklepywania przeciwników – po godzinie masz ochotę oklepać twórcę systemu walki. Żeby gra była ciekawsza autorzy wzorując się na Enslaved, wprowadzili do gry drugą postać - Gretchen, która wspomaga gracza czarami i jednocześnie jest jednym z najbardziej wkurzających elementów gry. Wiedźma nie grzeszy inteligencją i często musimy ratować ją przed zbyt krewkimi przeciwnikami. Walka jest najważniejszym elementem gry jednak autorzy skopali ten element tak dokładnie, że nawet najbardziej wytrwali wielbiciele gatunku mogą mieć kłopoty z dotarciem do końca. Muszę przyznać, że kilka scen nawet może się spodobać ale kilka epickich walk z bossami oraz elementy QTE nie ratują tej produkcji przed wyzierającą z ekranu nudą.

Przyszedł czas na opowiedzenie o największym grzechu Knights Contract czyli ekranach ładowania. Gra wyświetla nam ekran ładowania co kilka minut, chwilami wracałem pamięcią do czasów Amigi 500 i gier na 20 dyskietkach. Każda scena i cut-scenki nawet te trwające kilka sekund są poprzedzone loadingiem co sprawia, że granie przypomina oglądanie filmów na Polsacie.

Na koniec słowo o oprawie graficznej. Jeżeli niniejszy tekst dotyczyłby gry na PS 2 to mógłbym śmiało napisać, że grafika w grze daje radę choć widziałem ładniejsze. Knights Contract jest jednak grą na PlayStation 3 o czym twórcy chyba zapomnieli. Nawet jeżeli można przymknąć oko na trgiczną rozdzielczość tekstur, kulejącą animację postaci i ogólną graficzną miernotę, to niechlujne i nudne wykonanie poszczególnych leveli odrzuca od telewizora. Elementem przewodnim gry są beczki i wozy wklejane metodą CTRL+V (hej! łyso tu jakoś, powklejajmy beczki). Przysłowiowym "gwoździem do trumny" jest dziwnie kolorowa grafika, która nie pasuje do świata opanowanego przez zombie i żądne krwi wiedźmy.

Udźwiękowienie gry jest chyba jedynym elementem o którym nie można powiedzieć złego słowa, wyżynanie zastępów nieumarłych jest przyjemne dla ucha a muzyka jest dobrze dobrana do wydarzeń jakie obserwujemy na ekranie.

Knights Contract nie jest średniakiem, brzydota i nuda wypełzająca z ekranu czyni ją produkcją należącą do kategorii gier, które powinny trafić do pudełek płatków śniadaniowych a nie na sklepowe półki.

+ chwilami wysoki poziom trudności - loading ... loading ... loading ...
+ niektórzy bossowie mogą zaskoczyć - nudna i schematyczna
  - bardzo słaba grafika
  - brak interakcji z otoczeniem
  - Grachten jest porażką, SI duchów z Pac-Mana

Ocena: 2 / 10

(tylko dla zdesperowanych i to pod warunkiem, że nie musisz za nią płacić)




Odpowiedz

Plain text

  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
Nie musisz się rejestrować aby skomentować artykuł !
CAPTCHA
Odpowiedz na pytanie (zabezpieczenie anty-botowe)
Wypełnij puste pole

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Recenzja Dark Souls

Dark Souls śmieje się w twarz wszystkim narzekającym, że gry są coraz łatwiejsze i przechodzą się same.

PlayBox - gdzie dwóch się bije ... tam trzeciemu się nie chce

Jakiś czas temu, podczas wizyty w pobliskim kiosku w moje ręce wpadł magazyn PlayBox (Maciek z Klanu miał taką konsolę).

Recenzja Duke Nukem Forever

Jestem świadkiem historycznej chwili – powiedziałem sam do siebie trzymając w dłoni zafoliowany egzemplarz Duke Nukem Forever. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej należałem do grona sceptyków twierdzących, że DNF nigdy nie ujrzy światła dziennego.

Recenzja Knights Contract

To był zwykły wieczór, niczym nie różnił się od innych wieczorów spędzonych z padem w łapie. Niestety w życiu każdego gracza przychodzi czas w którym granie w ulubioną grę zaczyna się nudzić i czas ten właśnie nadszedł … trzeba zmienić dyscyplinę. Wybór padł na Knights Contract, opis badzo zachęcający:

Recenzja Portal 2

Bywają takie gry na które nikt nie czeka a recenzenci odkładają przesyłkę z grą na półkę i zajmują się ważniejszymi tytułami - tak było w 2007 roku z grą Portal, która jednak szybko zaskarbiła sobie serca graczy i recenzentów. Prawdopodobnie Valve nie zdawało sobie sprawy, że zręcznościowo-logiczny FPP zyska taką popularność i stanie się grą kultową.