
To był zwykły wieczór, niczym nie różnił się od innych wieczorów spędzonych z padem w łapie. Niestety w życiu każdego gracza przychodzi czas w którym granie w ulubioną grę zaczyna się nudzić i czas ten właśnie nadszedł … trzeba zmienić dyscyplinę. Wybór padł na Knights Contract, opis badzo zachęcający:
Knights Contract kreuje spowity mrokami średniowiecza świat szermierzy i czarnej magii
Zacznijmy od fabuły, główny bohater o imieniu Heinrich jest oprawcą zajmującym się uśmiercaniem czarownic na zlecenie alchemika Fausta. Kochał swoją pracę i w ciągu swojej kariery kata, pozbawił życia wiele czarownic i wyglądających na czarownice kobiet. Jedna z nich chcąc zaszkodzić Heinrichowi rzuca na niego klątwę … nieśmiertelności. Jak się domyślacie Heinrich bardzo się tym zmartwił, niestety po kilku latach wiedźmy wróciły do świata żywych z zamiarem zniszczenia rodzaju ludzkiego przez zamianę wszystkich w zombie. Na szczęście jedna z nich, nosząca równie imponujące imię Gretchen, postanowiła pokrzyżować siostrom plany i do tego celu chce wykorzystać Heinricha i jego nieśmiertelność którą właśnie ona go obdarzyła. W zamian nasz bohater dostanie nagrodę, którą jest zdjęcie tej dokuczliwej klątwy.
Knights Contract jest typowym slasherem i dlatego fabuła nie odgrywa tutaj znaczącej roli jednak opowieść jaką znajdziemy w produkcji Game Republic jest tak bezsensowna, że sam George Romero powinien się zainteresować stworzeniem filmu na podstawie tej gry.
Rozgrywka polega na mordowaniu wylewających się z zakamarków wrogów, którzy pragną skończyć swoją marną egzystencję na kosie Henryka. Na początku gry bohater z łatwością przebija się przez dość ubogie zastępy zombiaków, którzy padają jak muchy przed potęgą nieśmiertelnego. Później spotkamy również mniejszych i większych bossów, których trzeba okładać trochę dłużej jednak zazwyczaj wszystko sprowadza się monotonnego oklepywania przeciwników – po godzinie masz ochotę oklepać twórcę systemu walki. Żeby gra była ciekawsza autorzy wzorując się na Enslaved, wprowadzili do gry drugą postać - Gretchen, która wspomaga gracza czarami i jednocześnie jest jednym z najbardziej wkurzających elementów gry. Wiedźma nie grzeszy inteligencją i często musimy ratować ją przed zbyt krewkimi przeciwnikami. Walka jest najważniejszym elementem gry jednak autorzy skopali ten element tak dokładnie, że nawet najbardziej wytrwali wielbiciele gatunku mogą mieć kłopoty z dotarciem do końca. Muszę przyznać, że kilka scen nawet może się spodobać ale kilka epickich walk z bossami oraz elementy QTE nie ratują tej produkcji przed wyzierającą z ekranu nudą.
Przyszedł czas na opowiedzenie o największym grzechu Knights Contract czyli ekranach ładowania. Gra wyświetla nam ekran ładowania co kilka minut, chwilami wracałem pamięcią do czasów Amigi 500 i gier na 20 dyskietkach. Każda scena i cut-scenki nawet te trwające kilka sekund są poprzedzone loadingiem co sprawia, że granie przypomina oglądanie filmów na Polsacie.
Na koniec słowo o oprawie graficznej. Jeżeli niniejszy tekst dotyczyłby gry na PS 2 to mógłbym śmiało napisać, że grafika w grze daje radę choć widziałem ładniejsze. Knights Contract jest jednak grą na PlayStation 3 o czym twórcy chyba zapomnieli. Nawet jeżeli można przymknąć oko na trgiczną rozdzielczość tekstur, kulejącą animację postaci i ogólną graficzną miernotę, to niechlujne i nudne wykonanie poszczególnych leveli odrzuca od telewizora. Elementem przewodnim gry są beczki i wozy wklejane metodą CTRL+V (hej! łyso tu jakoś, powklejajmy beczki). Przysłowiowym "gwoździem do trumny" jest dziwnie kolorowa grafika, która nie pasuje do świata opanowanego przez zombie i żądne krwi wiedźmy.
Udźwiękowienie gry jest chyba jedynym elementem o którym nie można powiedzieć złego słowa, wyżynanie zastępów nieumarłych jest przyjemne dla ucha a muzyka jest dobrze dobrana do wydarzeń jakie obserwujemy na ekranie.
Knights Contract nie jest średniakiem, brzydota i nuda wypełzająca z ekranu czyni ją produkcją należącą do kategorii gier, które powinny trafić do pudełek płatków śniadaniowych a nie na sklepowe półki.
| + chwilami wysoki poziom trudności | - loading ... loading ... loading ... |
| + niektórzy bossowie mogą zaskoczyć | - nudna i schematyczna |
| - bardzo słaba grafika | |
| - brak interakcji z otoczeniem | |
| - Grachten jest porażką, SI duchów z Pac-Mana |
Ocena: 2 / 10
(tylko dla zdesperowanych i to pod warunkiem, że nie musisz za nią płacić)

